Polski ksiądz odniósł się do sytuacji na Bliskim Wschodzie oraz tego, że wielu polskich influencerów utknęło w Dubaju.

Wielu influencerów upodobało sobie Dubaj jako synonim luksusu i wystawnego życia. Jednocześnie to miasto kojarzone jest z blichtrem i widać to po relacjach „influ” po irańskim ataku na Dubaj.
W sieci pojawiły się materiały influencerów, gdzie żalą się, że np. nie mogą iść do restauracji lub że zamknięto galerie handlowe. Jeden z celebrytów stwierdził też, że nie widział o zagrożeniu, bo tego nie było na Tik Toku…!
Komentując taką postawę, politolog Marek Migalski podśmiewał się:
Nie do zniesienia są cierpienia i męki polskich influencerów uziemionych w Dubaju.
Czy polskie MSZ nie mogłoby zorganizować im jakiegoś czarteru?
Oczywiście z szampanem i ostrygami na pokładzie privet jeta, żeby to jakoś wyglądało na fotkach.
A do tych słów odniósł się polski duchowny, katolicki dziennikarz i rezydent parafii rzymskokatolickiej św. Aleksandra w Warszawie.
Mam podobne uczucie.
Przy okazji dodałbym jeszcze jakąś skromną gratyfikację, ale tylko dla tych którzy zapisali się do systemu Odyseusz [program rejestracji podróży prowadzony przez MSZ – przyp. red.] w sobotę rano. To ponoć ok. 10 tys osób.
Żadne tam zgłoszenia wcześniejsze, nie daj Bóg jeszcze przed wylotem z kraju
– zadrwił Kazimierz Sowa.

