Kto zamawia wegetariańskie posiłki? Zaskakujący wynik badań!

Wegetarianizm, fleksitarianizm (okazjonalne spożywanie mięsa) czy weganizm w ostatnich latach znacznie zyskały na popularności.

Badacze z Finlandii postanowili zbadać, jaka grupa ludzi wybiera posiłki wegetariańskie. Wyniki nie były jednoznaczne, ale wśród wegetarian dało się zauważyć pewną prawidłowość.

 

fot. facebook.com/LubieJescTo

 

Przebieg badań

Badanie było nietypowe, bo naukowcy postanowili przeprowadzać je w porze lunchu w jednej z restauracji w mieście Kouvola (około 78 tys. mieszkańców) w Finlandii.

Naukowcy z Uniwersytetu w Helsinkach i Fińskiego Instytutu Zasobów Naturalnych (Luke) wprowadzili kilka zmiennych. W pierwszym tygodniu badania danie wegetariańskie nie było specjalnie promowane. W drugim tygodniu wyróżniono je w menu, a w trzecim zachęcano do zamawiania wegetariańskiego posiłku za pośrednictwem social mediów.

Wszystkie te zmiany dotyczyły menu lunchowego, ponieważ badacze uważali, że na taki posiłek, goście zamawiają coś na szybko i intuicyjnie.

 

Kto zamawia wegetariańskie posiłki?

Wynik badań zaskoczył samych naukowców, ponieważ nie zauważyli żadnych prawidłowości na przykład jeśli chodzi o płeć czy wiek.

Jak się okazało, czynnikiem wyróżniającym osoby wybierające bezmięsne opcje było wykształcenie. Wśród osób zamawiających wegetariańskie posiłki byli bowiem ludzie o wyższym wykształceniu oraz tacy, którzy są bardziej skłonni do kulinarnych eksperymentów.

Najprawdopodobniej taki wynik związany jest z większą świadomością dotyczącą ekologii oraz kwestii zdrowotnych.

 

źródło: rp.pl

Catering dla psa lub kota. Co to jest human grade?

Po wysypie wszelakich diet pudełkowych, na polskim rynku pojawiły się też cateringi dla zwierząt.

Obecnie więc możemy zamówić posiłki dla naszego pupila z dostawą do domu. Ale czy warto i czym różni się taki catering od karmy dostępnej w sklepach?

 

pixabay

 

Wielu osobom zamawianie cateringu dla psa lub kota wydaje się być fanaberią. Jednak bardziej świadomi konsumenci, czyli ci, którzy czytają etykiety, coraz częściej skłaniają się do tego, by pupilowi zafundować wartościowe posiłki.

 

Ile jest mięsa w mięsie?

Wystarczy spojrzeć na etykiety karmy dla zwierząt, a przeżyjemy spore zaskoczenie. Zazwyczaj sądzimy, że w puszkach znajduje się mięso w sosie. Tymczasem samego mięsa jest zaledwie kilka procent!

Pozostała część to prawdopodobnie mięso oddzielone mechanicznie (MOM). Zgodnie z Rozporządzeniem Nr 853/2004 Parlamentu Europejskiego i Rady z 29 kwietnia 2004 r., MOM to nie mięso, a produkt uzyskany:

 

przez usunięcie mięsa z tkanek przylegających do kości po odłączeniu od nich tuszy, lub tusz drobiowych, za pomocą środków mechanicznych, co prowadzi do utraty lub modyfikacji struktury włókien mięśniowych

 

Poza składnikami mięsnymi, karmę dla psów czy kotów przygotowuje się z białka np. sojowego czy grochowego, warzyw, ale w składzie możemy też znaleźć jabłka.

 

Tylko 4% prawdziwego mięsa w karmie dla zwierząt – fot. luksusowezycie.pl

 

Catering dla psa lub kota – human grade

Tymczasem w posiłkach oferowanych przez firmy cateringowe dla zwierząt – np. Piesotto, PsiBufert czy Koci Catering – skład wygląda zupełnie inaczej.

Tutaj w daniach jest co najmniej 50% mięsa (często też znacznie więcej np. 70%) i jest to faktycznie mięso, a nie MOM. Pozostała część to warzywa i dodatki.

W cateringach dla psów i kotów używa się określenia human grade co dosłownie oznacza 'klasy ludzkiej’. Chodzi tutaj o to, by karma nie tylko nasyciła naszego pupila, ale też by była smaczna i zdrowa. Co więcej, firmy oferujące posiłki dla zwierząt zapewniają, że dania są tak dobre, że mogą posmakować nawet ludziom!

Poradnik za 500 zł. Wydawca SZTUCZNIE zawyżył cenę?!

Na polskim rynku wydawniczym pojawiła się książka „Twoje Pierwsze 100 Milionów”. Napisał ją amerykański biznesmen Dan S. Peña (78 l.), który obecnie mieszka w zamku w Szkocji. Polskim wydawcą tego poradnika jest Marcin Osman – właściciel firmy OSM Power.

Książka ma niewiele ponad 300 stron, twardą oprawę i złocone brzegi. Jednak największą uwagę przyciągnęła jej cena – aż 500 złotych za egzemplarz. Marcin Osman w niewybredny sposób odniósł się do krytyki takiej stawki, później jednak wyjaśnił, dlaczego ustalił taką cenę.

 

https://www.instagram.com/marcinosman/

 

W jednym z nagrań na instagramie wydawca stwierdził, że „biedaki” nie kupią tej książki, a internauci uznali, że Osman obraża ludzi. Na innym nagraniu tłumaczył, że „Twoje Pierwsze 100 Milionów” można nawet pobrać za darmo ze strony autora – jest to jednak wersja anglojęzyczna.

 

 

Wyświetl ten post na Instagramie

 

Post udostępniony przez Marcin Osman (@marcinosman)

 

Dlaczego więc polska wersja książki „Twoje Pierwsze 100 Milionów” kosztuje 500 zł.? To wyjaśnił w trakcie rozmowy z Martą Manterys.

 

Marta Manterys to money coach, która prowadzi firmę o nazwie „Pokochaj Pieniądze”. W czasie wywiadu ekspertka rozmawiała z Marcinem Osmanem na temat pieniędzy i mentalności ludzi bogatych oraz biednych.

Poruszyła też kwestię książki Dana S. Peña i tu wydawca podał zaskakujące uzasadnienie ceny!

 

Można by się spodziewać, że powodem tego, że książka jest droga był na przykład wysoki koszt nabycia praw autorskich czy licencji na publikację. Jednak Marcin Osman podał zupełnie inny powód.

Otóż wyjaśnił, że poprzez taką cenę, chce dotrzeć do zupełnie innego odbiorcy. Chodzi mu o klienta premium, który jest gotowy zapłacić więcej za dobrą wartość. Wydawca wyjaśnił też, że autor poradnika „Twoje Pierwsze 100 Milionów” podaje sposoby, jak zrobić tzw. „quantum jump” czyli skok kwantowy. Taki skok to nagłe przejście na znacznie wyższy poziom w życiu czy biznesie.

Tak więc wygląda na to, że wydawca celowo zawyżył cenę książki, by dotrzeć do specyficznego i konkretnego klienta.

 

Cały wywiad poniżej.